Dalmaticus

 

„Nowa teologia” niszczy doktrynę o grzechu pierworodnym

 

W kilku zaledwie słowach z §13 swej pierwszej encykliki Redemptor hominis (1979), papież Jan Paweł II zmienił odwieczne katolickie nauczanie odnośnie natury człowieka i jego stosunku do Stwórcy.

 

Kiedy poprzez doświadczenia rosnącej jakby w przyśpieszonym tempie rodziny ludzkiej wpatrujemy się w tajemnicę Jezusa Chrystusa, coraz jaśniej rozumiemy, że u podstaw tych wszystkich dróg, jakimi zgodnie z wielką mądrością Papieża Pawła VI winien kroczyć Kościół naszych czasów, znajduje się jedna jedyna droga; droga wypróbowana poprzez stulecia, która jest zarazem drogą przyszłości. Tę przede wszystkim drogę wskazał nam Chrystus Pan, gdy — jak głosi Sobór — «On, Syn Boży, przez wcielenie swoje zjednoczył się jakoś z każdym człowiekiem». (...) Chodzi o człowieka «każdego» — każdy bowiem jest ogarnięty Tajemnicą Odkupienia, z każdym Chrystus w tej tajemnicy raz na zawsze się zjednoczył. Każdy człowiek przychodzi na ten świat, poczynając się w łonie swej matki i rodząc się z niej, jest z tej właśnie racji powierzony trosce Kościoła. Troska ta dotyczy człowieka całego, równocześnie jest ona na nim skoncentrowana w szczególny sposób. Przedmiotem tej troski jest człowiek w swojej jedynej i niepowtarzalnej rzeczywistości człowieczej, w której trwa niczym nienaruszony «obraz i podobieństwo» Boga samego”.

 

Fragment ten nie znalazł się w omawianym dokumencie przypadkowo. Przeciwnie, encyklika w sposób spójny rozwija konsekwencje tego stwierdzenia, które papież wyraża jasno, bez dwuznaczności. Na czym jednak polega zmiana, skoro człowiek bez wątpienia został stworzony na obraz i podobieństwo Boże? Nowość polega na pośrednim zanegowaniu głównej konsekwencji grzechu pierworodnego, dziedzicznego zepsucia ludzkiej natury, przez które człowiek utracił swoje podobieństwo do Boga.

By wyjaśnić tę kwestię przytoczymy tekst napisany bezpośrednio przed II Soborem Watykańskim:

 

Koncepcja chrześcijańska głosi, że człowiekowi wyznaczono cel poza jego własną naturą. Celem tym jest uszczęśliwiająca wizja Boga, która przewyższa wszelkie poznanie. Aby człowiek mógł osiągnąć ten cel, Bóg, stwarzając go, obdarzył człowieka nadprzyrodzonym darem łaski. Od czasu, kiedy Adam utracił ów dar popełniając grzech pierworodny, wszyscy jego potomkowie przychodzą na świat pozbawieni tej łaski; znajdują się w stanie grzechu pierworodnego. Po upadku człowieka, nadprzyrodzony cel spowodował nieuporządkowanie w hierarchii różnych władz duszy, inteligencji i woli, naturalnych skłonności i zmysłowości, które wypaczone, dążą do swych własnych partykularnych celów i doprowadzając do wewnętrznej dezintegracji natury człowieka. Prawdą jest, że chrzest zmazuje grzech pierworodny, ale nieuporządkowane skłonności (pożądliwości) pozostają, pozostaje również skłonność do zła stając się zarzewiem walki moralnej, którą chrześcijanin musi stoczyć jako miles Christi, żołnierz Chrystusa. Z pomocą nadprzyrodzonego daru łaski możliwe jest osiągnięcie stanu całkowitego porządku moralnego, nawet jeśli osiąga go jedynie niewielu – tacy byli święci w swej doskonałości. W tej walce «stary człowiek» musi być ukrzyżowany razem z Chrystusem, aby umarłszy grzechowi zmartwychwstał jako nowy człowiek, nowe stworzenie[1].

 

Gdyby obraz i podobieństwo Boże pozostały w człowieku nienaruszone do dziś, ludzka natura nie byłaby zepsuta i skłonna do zła – a interwencja łaski nie byłaby niezbędna. Wola człowieka byłaby sama z siebie wystarczająco silna, by pokonać pokusy i uświęcić go, doprowadzając do raju.

Nowinka wprowadzona przez papieża jest sprzeczna z fundamentalną zasadą wiary odnośnie niestałości ludzkiej natury i jej skłonności do grzechu, co potwierdza cała historia ludzkości oraz indywidualne doświadczenie każdego z nas. Kościół katolicki postrzega człowieka takim, jaki jest, a nie takim, jakim chciałby być. Jest więc niemożliwe, by ten grzeszny człowiek mógł zachować w sobie nienaruszone „podobieństwo” do Boga, zachowując po upadku Boże dziecięctwo. Ponadto, gdyby grzeszny człowiek był nadal podobny do Boga, wówczas również Bóg przypominałby upadłego człowieka i grzech byłby również w Nim. A skoro Bóg jest pierwszą przyczyną i początkiem wszystkiego, zło musiałoby istnieć odwiecznie w naturze Boga. W ten sposób można by wydedukować manichejski dualizm dobra i zła w bóstwie.

Jednak księga Rodzaju nie wspiera takiej interpretacji. Czytamy w niej, że Adam i Ewa sprzeciwiali się wyraźnemu zakazowi Boga i grzech przodków przeszedł na naturę ludzką. Jahwe - Elohim ostrzegł Adama: „Możesz jeść ze wszystkich drzew ogrodu, ale z drzewa dobrego i złego nie wolno ci jeść, ponieważ w dni, w którym zjesz, z pewnością umrzesz”. Nabywając znajomość dobra i zła człowiek chciał uczynić się niezależnym od swego Stwórcy i „określać, na mocy własnej natury, co jest dobre, a co złe” (św. Tomasz). Ten grzech „autonomii etycznej” leży u podstaw wszystkich późniejszych grzechów i błędów, ponieważ człowiek, niezależnie od ulegania pokusom cielesnym i duchowym, nie jest wszechwiedzący, uczy się powoli i z wielkim wysiłkiem. Jak mówi św. Augustyn: „próbujemy znaleźć, ale odnajdujemy jedynie możliwość poszukiwania bez końca”. Nie trzeba być katolikiem by zrozumieć konsekwencje absolutnego humanizmu, w którym człowiek jest „sam dla siebie prawem” i uważa się za nieomylne jego źródło. Kara, jaka spotkała naszych przodków, polegała na pozostawieniu ich konsekwencjom ich wolnego wyboru. Wybrawszy etyczną autonomię, stali się niezależni od Boga i nie mogli pozostać w Jego towarzystwie w ogrodzie Eden.

Dlaczego Jahwe, wiedząc, że człowiek sprzeciwi Mu się, pozostawił mu wolność wyboru? Ponieważ stworzył go na swój obraz i podobieństwo, tj. jako istotę wolną i odpowiedzialną. Nie stworzył go jednak niezależnym, człowiek musiał wykazać, że zasługuje na wolność, czyniąc z niej dobry użytek poprzez posłuszeństwo Ojcu, który sam w sobie jest Dobrem, absolutnym Dobrem. Czyniąc tak, człowiek nigdy by nie zbłądził - jednak pomimo ostrzeżenia i zakazu ze strony Jahwe, wybrał siebie samego.

 

 

Judaizm zdecydowanie neguje doktrynę o grzechu pierworodnym

 

Judaizmowi brak jest pełnego zrozumienia problemu i ogranicza się do literalnej interpretacji słów Jahwe odnośnie kary pierwszych rodziców. Wygnany z ziemskiego raju i rzucony w świat, w który wkroczyła śmierć z powodu grzechu pierwszych rodziców, Adam zobowiązany był zdobywać swój chleb w pocie czoła, podczas gdy Ewa rodziła w bólu i podporządkowana została mężowi. Jako rekompensatę, ze względu na błędy całej ludzkości, Jahwe dał Mojżeszowi wieczne prawo, obowiązujące każdego człowieka. Według żydów, człowiek sprawiedliwy, przez ścisłe przestrzeganie Tory, otrzyma swą nagrodę zarówno w tym życiu jak i w przyszłym. Innymi słowy, człowiek sprawiedliwy jest ze swej natury wystarczająco silny, by być posłusznym prawu i osiągnąć zbawienie. Łaska nie jest niezbędna, a tajemnica Odkupienia w katolickim rozumieniu jest dla Żydów niezrozumiała.

 

Tak więc żydowska antropologia jest optymistyczna odnośnie natury człowieka: grzech nie zepsuł natury stworzenia Jahwe, a Prawo przynosi zbawienie. Odrzucając XIX wieków katolickiego nauczania, „nowa teologia” Jana Pawła II wykonała zwrot o 180 stopni i postawiła się w jednym rzędzie z nauką żydów, nie troszcząc się o konsekwencje wypływające z tego odstępstwa odnośnie punktu wyjścia historii ludzkości. Żydzi przeciwnie, nie rezygnują z niczego. Pozostają zdecydowani trzymać się Tory i nie iść za Chrystusem, którego konieczności dla zbawienia nie uznają. Dla nich przymierze pomiędzy Jahwe i Izraelem – jedynym narodem wybranym przez Boga – jest wciąż ważne, ponieważ nic się nie zmieniło. Zauważają natomiast z satysfakcją, że Kościół katolicki, przeciwnie, „zmienił się” i przyjął obecnie ich punkt widzenia.

 

Judaizm utrzymuje swą wewnętrzną spójność poprzez odrzucenie Jezusa Chrystusa. „Chrześcijańscy egzegeci, literalnie interpretując historię o ogrodzie w Eden” – pisze Ben Zion Bokser – „znajdują tam doktrynę o fatalistycznym zepsuciu. Grzech Adama polegający na zjedzeniu owocu z drzewa poznania interpretowany jest jako skażenie całego rodzaju ludzkiego pochodzącego od niego, po wszystkie pokolenia. Takiego fatalizmu brak w wizji żydowskiej (...) Człowiek posiada siłę do walki i zwyciężania pokusy oraz do stawania się coraz milszym Bogu (...) Według opowiadania biblijnego, grzech Adama nie wypływa z impulsu jego własnej natury, ale z przyczyn ubocznych (wtórnych), ze spisku przeciwko niemu ze strony odwiecznego kusiciela. Jak wyjaśnia rabbi Kook: «Jest zgodne z rozumem, by pomyłka spowodowana przez uboczne okoliczności była możliwa do naprawienia, tak więc człowiek stanowczo może ponownie osiągnąć swą wzniosłą godność». Historia upadku Adama wyraża w formie alegorycznej stałą konieczność, by człowiek zachowywał czujność wobec pokus[2].

 

I dalej Bokser pisze:

 

Jako, że ukrzyżowanie Jezusa miało miejsce  w tym samym czasie, co zburzenie Świątyni, chrześcijańscy teologowie powoli wypracowali teorię, że Jezus był nową i najdoskonalszą ofiarą, zdolną do uzyskania łaski Boga. Ta interpretacja znalazła swój najbardziej radykalny wyraz w katolickiej Mszy, rozumianej zasadniczo jako odnowienie ofiary Jezusa. Kapłan ofiaruje ciało i krew Jezusa, cudownie przemienioną z wody i wina: ta ofiara powtarzana jest codziennie i jest wyłącznym środkiem, przez jaki człowiek może otrzymać łaskę Bożą[3].

 

Według Bena Zion Boksera i każdego innego żyda, wiara katolicka w Boga-Człowieka jest w szczególny sposób sprzeczna wiarą w jednego Boga, uważają oni, że na śmierć Jezusa Chrystusa nie można się powoływać ani jej przedstawiać jako ofiary wynagradzającej mającej na celu zbawienie rodzaju ludzkiego. Jest ona według nich raczej dowodem na załamanie nerwowe niektórych żydów – głównie uczniów Jezusa – po zniszczeniu świątyni. We wstępie do książki Ben Zion Boksera, Paul Sacchi zauważa, że zgodnie z katolicką interpretacją, która - jak pisze - „musiała zrodzić się w jakimś kręgu żydowskim”, przez swój grzech Adam „zepsuł swą własną naturę i a przez to zepsuł naturę wszystkich swych potomków, którzy są w ten sposób kolektywnie potępieni. Judaizm odrzucał tę interpretację od pierwszych wieków po Chrystusie. Problemu tego prawdopodobnie nie rozważano szczegółowo przed pojawieniem się interpretacji chrześcijańskiej[4].

 

 

Judaizujący Kościół?

 

 

Żydowska świadomość znaczenia precyzyjnego określenia konsekwencji grzechu pierworodnego jest bardzo istotna. Jeśli ludzka natura nie jest zepsuta, a człowiek może osiągnąć zbawienie przez wypełnianie nakazów Prawa, nie jest potrzebna żadna nadprzyrodzona interwencja Jahwe w historii – Wcielenie, Męka, Kościół, codzienne odnawianie jedynej Ofiary Chrystusa, łaska uświęcająca, wszystko to jest zbyteczne, nie ma też i nigdy nie było potrzeby papiestwa. Ben Zion Bokser rozumie spójną i niezmienną logikę katolickiej wiary w zepsucie ludzkiej natury z powodu grzechu pierworodnego. Jak papież może uwolnić się od tej logiki wiary, którą nawet żydzi rozumieją doskonale? Czy Kościół nawrócił się w jakiś sposób na judaizm? Czy żydzi są naszymi „starszymi braćmi” (tytuł ten nadaje im sam papież) w tym specyficznym sensie, że ich wybraństwo pozostaje ważne, nadając im pozycję nadrzędności i odpowiedzialności przed Bogiem za przewodzenie całej ludzkości? Przeanalizujmy tekst encykliki, by określić czy i w jaki sposób ten krótki, ale doniosły fragment, jest teologicznie usprawiedliwiony.

Jan Paweł II nie neguje otwarcie, że grzech pierworodny zepsuł ludzką naturę, czyniąc Wcielenie Słowa nieodzownym. Głosi raczej nową doktrynę o tajemnicy Odkupienia, nie opierając jej jednak na Piśmie św., a tym mniej na katolickiej teologii. Encyklika przytacza jedynie jeden ustęp Księgi Rodzaju (1, 28), który odnosi się do stanu Adama i Ewy przed upadkiem. Św. Paweł w ogóle nie jest cytowany, natomiast „autorytatywnym” źródłem jest dla Jana Pawła II konstytucja II Soboru Watykańskiego o świecie współczesnym Gaudium et spes.

 

 

W zgodzie z soborem

 

 

Zdając się na II Sobór Watykański papież rozwija jego założenia w swą własną, dziwną koncepcję Odkupienia która, zmieniając stosunek pomiędzy  Bogiem a człowiekiem, zmienia sens historii. W § 13 Redemptor hominis Jan Paweł II cytuje § 22 Gaudium et spes:

 

Syn Boży, przez wcielenie swoje zjednoczył się jakoś z każdym człowiekiem”. Zauważmy, że sobór wyraża się tu bez dogmatycznej precyzji, wprowadzając element nieoznaczoności i niepewności. Zjednoczenie osiągane jest „jakoś”: jak jednak i z jakim skutkiem? To właśnie ta nieoznaczoność pozwoliła Janowi Pawłowi II wyrazić swą osobistą koncepcję Odkupienia tych słowach, które przytaczamy w całości:

Chodzi o człowieka «każdego» — każdy bowiem jest ogarnięty Tajemnicą Odkupienia, z każdym Chrystus w tej tajemnicy raz na zawsze się zjednoczył. Każdy człowiek przychodzi na ten świat, poczynając się w łonie swej matki i rodząc się z niej, jest z tej właśnie racji powierzony trosce Kościoła. Troska ta dotyczy człowieka całego, równocześnie jest ona na nim skoncentrowana w szczególny sposób. Przedmiotem tej troski jest człowiek w swojej jedynej i niepowtarzalnej rzeczywistości człowieczej, w której trwa niczym nienaruszony «obraz i podobieństwo» Boga samego (por. Rodz 1, 27). Na to właśnie wskazuje również Sobór, gdy mówiąc o tym podobieństwie przypomina, że człowiek jest „jedynym na ziemi stworzeniem, którego Bóg chciał dla niego samego[5].

 

Tak więc według soboru Bóg pragnął, by to wyjątkowe stworzenie – człowiek, miało powód do swego istnienia nie w Stwórcy, ale w sobie samym. Bóg stworzył człowieka nie tylko wolnym, ale i autonomicznym.

 

Stwierdzenie to jest w oczywisty sposób absurdalne i niezgodne z samym pojęciem stworzenia z niczego, które jest dogmatem Wiary. Zawiera ewidentny błąd teologiczny, ponieważ Bóg stworzył wszystkie rzeczy, jak tego zawsze nauczano, dla siebie, dla swojej chwały, a nie z powodu jakiejś wartości, jaką Jego stworzenie posiadałoby wewnętrznie, a więc niezależnie od Boga, który je stworzył[6].

Idąc za myślą soboru, dla którego człowiek jest stworzeniem posiadającym cel w sobie samym, a nie w Bogu, Jan Paweł II stwierdza, że w człowieku trwa obraz i podobieństwo Boże. Gdyby jednak człowiek został stworzony dla siebie samego, czyż nie powinien działać w zgodzie ze swoją własną naturą i dążyć do autonomii, określając sam co jest dobre, a co złe? Patrząc z tej perspektywy wąż nie oszukiwał Adama i Ewy, kiedy kusił ich mówiąc: „Bóg wie, że w dzień, kiedy zjecie je, wasze oczy się otworzą i staniecie się jak Bóg, znający dobre i złe” (Rodz. 3,5). Zjedzenie zakazanego owocu byłoby więc zgodne z celem i wolnością stworzenia i nie mogłoby stanowić wypaczenia jego natury, nie miałoby dla niej żadnych konsekwencji.

 

 

Absurdalność nieuświadomionego Odkupienia

 

 

Zgodnie z nauczaniem II Soboru Watykańskiego Jan Paweł II może bez przeszkód wyjaśniać w swój własny sposób, że nie ma sprzeczności pomiędzy chrześcijańską koncepcją dziedzicznego grzechu pierworodnego i twierdzeniem o jego braku u współczesnego człowieka:

 

Człowiek, tak jak jest «chciany» przez Boga, tak jak został przez Niego odwiecznie «wybrany», powołany, przeznaczony do łaski i do chwały — to jest właśnie człowiek «każdy», najbardziej «konkretny» i najbardziej «realny»: człowiek w całej pełni tajemnicy, która stała się jego udziałem w Jezusie Chrystusie, która nieustannie staje się udziałem każdego z tych czterech miliardów ludzi żyjących na naszej planecie, od chwili kiedy się poczynają pod sercem matki”.

 

Kolejny paragraf - 14, zatytułowany Wszystkie drogi Kościoła prowadzą do człowieka, dochodzi do końcowej konkluzji:

Ten człowiek jest drogą Kościoła - drogą, która prowadzi niejako u podstawy tych wszystkich dróg, jakimi Kościół kroczyć powinien, ponieważ człowiek - każdy bez wyjątku - został odkupiony przez Chrystusa, ponieważ z człowiekiem - każdym bez wyjątku - Chrystus jest w jakiś sposób zjednoczony, nawet gdyby człowiek nie zdawał sobie z tego sprawy: «Chrystus, który za wszystkich umarł i zmartwychwstał, może człowiekowi przez Ducha swego udzielić światła i sił, aby zdolny był odpowiedzieć najwyższemu swemu powołaniu»”.

 

Wydaje się to streszczać całą encyklikę, niweczącą logiczną spójność doktryny katolickiej i rozmywającej pojęcie Kościoła katolickiego.

W tym krótkim fragmencie gmatwają się i mieszają ze sobą rozmaite koncepcje: 1) pomimo grzechu pierworodnego człowiek znajduje się obecnie w kondycji, w do jakiej przeznaczył go Bóg; 2) jest to możliwe, ponieważ każdy człowiek, bez żadnego wyjątku, został odkupiony przez Chrystusa; 3) Odkupienie miało miejsce, ponieważ Chrystus zjednoczył się „jakoś” z każdym człowiekiem; 4) każdy człowiek jest więc odkupiony od momentu poczęcia, nawet, jeśli jest nieświadomy tego faktu. Za pomocą tego łańcucha konkluzji (bez odwołania się do Pisma św., Tradycji, dogmatów, doktryny czy zdrowego rozsądku) Jan Paweł II wyjaśnia we własnym przekonaniu, dlaczego obraz i podobieństwo Boże pozostają w człowieku nienaruszone.

Odkupienie każdego człowieka dokonuje się więc od momentu jego poczęcia, nawet, jeśli nie jest on tego świadomy, ponieważ Chrystus zjednoczył się i pozostaje zjednoczony „jakoś” z każdym człowiekiem. To ogólnikowe stwierdzenie nie wyjaśnia sposobu zjednoczenia Chrystusa z człowiekiem, a więc nie wyjaśnia Odkupienia. Co dla Ojca Świętego oznacza słowo „odkupiony”? Słowo to jest synonimem słowa „zbawiony”, tak więc powyższe twierdzenie oznacza, że każdy człowiek ma zagwarantowane wieczne zbawienie i wizję uszczęśliwiającą w raju już w momencie swego poczęcia, dla jedynej zasługi bycia poczętym. Człowiek jest poczynany i odkupiony w tym samym czasie, bez żadnego udziału z jego strony.

Biorąc pod uwagę nieokreśloność pojęć używanych przez Jego Świętobliwość, trudno jest zrozumieć, co rozumie on poprzez „odkupienie” i „jakiś” sposób zjednoczenia Syna Bożego z człowiekiem. Jedyną możliwą interpretacją myśli papieża jest, że Chrystus jednoczy się z każdym człowiekiem i odkupuje nas poprzez swe Wcielenie. Otrzymał ludzką naturę z Dziewicy Maryi, Matki Bożej, i wydarzenie to, powodując Jego wkroczenie w historię rodzaju ludzkiego, jednoczy z Nim całą ludzkość aż do końca czasów. Żadna inna interpretacja nie wydaje się możliwa.

Jeśli takie właśnie jest fundamentalne założenie papieża (a inne hipotezy wydają się niemożliwe), prowadzi to do nieprzezwyciężonych sprzeczności logicznych. Podczas, gdy poczęcie człowieka jest faktem naturalnym, poczęcie Jezusa Chrystusa było nadprzyrodzone. Słowo przyjęło ciało za pośrednictwem kobiety, Dziewicy Maryi i stało się prawdziwym Człowiekiem za przyczyną Ducha Świętego. Józef był domniemanym ojcem, a Bóg Ojciec ojcem prawdziwym. Słowo wkroczyło do historii jako Syn Maryi, Żyd pochodzący z rodu Dawida, pozostając równocześnie naturalnym Synem Boga. Aby człowiek mógł stać się, ze swej strony, adoptowanym dzieckiem Boga, musi narodzić się ponownie, w sposób nadprzyrodzony – przez chrzest.

 

Odpowiedział Jezus i rzekł mu: Zaprawdę, zaprawdę mówię tobie: Jeśli się kto na nowo nie odrodzi, nie może oglądać królestwa Bożego. Rzecze do Niego Nikodem: Jakże się człowiek może narodzić, będąc starym? Czy może na powrót wejść w łono matki swojej i odrodzić się? Odpowiedział Jezus: Zaprawdę, zaprawdę powiadam ci: Jeśli się kto nie odrodzi z wody i z Ducha Świętego, nie może wejść do królestwa Bożego”.

 

Ponadto Wcielenie, które jest poniżeniem i upokorzeniem Słowa w ciele, nie powoduje automatycznie powszechnego zbawienia. Było też konieczne, by przyjął On śmierć na krzyżu z ręki ludzi.

 

Jak Syn Człowieczy nie przyszedł, aby Mu służono, ale aby służyć i dać duszę swą na okup za wielu” (Mt 20,28; Denz §790), tak my nie powstaniemy z Chrystusem, jeśli nie przyjmiemy cierpienia razem z Nim.

Jeśli zaś synami, to i dziedzicami: mianowicie dziedzicami Bożymi, a współdziedzicami Chrystusowymi; jeśli tylko współcierpimy, abyśmy też byli współuwielbieni”. (Rz 8,17).

Na koniec, powszechność odnosi się do odkupienia obiektywnego, a nie subiektywnego. Odkupienie, które nie może być zredukowane do samego tylko Wcielenia, jest rzeczywiście wystarczające do zbawienia wszystkich ludzi, ale dla indywidualnego człowieka, by osiągnął zbawienie (tzw. skuteczność subiektywna), konieczne jest, by współpracował z łaską. Św. Augustyn mówi: „Chociaż Bóg uczynił cię bez twojej wiedzy, nie zbawia cię bez twojej woli” (Serm 169.3).

 

Gdyby zjednoczenie Chrystusa z człowiekiem dokonywało się jedynie na poziomie naturalnym, tworzyłoby jedynie ogólną więź biologicznego ojcostwa, w ten sam sposób, w jaki można powiedzieć, że wszyscy ludzie są braćmi z natury i tworzą jedną rodzinę. Nawet w tzw. „rodzinie ludzkiej” sam jedynie naturalny związek nie wystarcza do braterstwa, ponieważ żaden indywidualny człowiek nie jest sam gatunkiem ludzkim. Chociaż jest to materialistycznym założeniem współczesnych demokracji, poszczególni ludzie nie są wytworem materialnej ewolucji gatunku ludzkiego; dlatego nie są oni równi sobie jako jednostki. Przeciwnie, żyjąca ludzkość rozbita jest na miliardy osób, które nie posiadają kolektywnej natury, ani nie jednoczą się ze sobą w sposób naturalny, ale zrzeszają się ze sobą w procesie historycznym na bazie zasad, wartości i wzajemnych interesów w państwa, społeczeństwa, religii etc. Historia pokazuje tyle przypadków konfliktów, co braterskiej współpracy. Każda osoba należąca do rodzaju ludzkiego jest jedynie ułamkową częścią całości i nie może być jako całość traktowana. (...) Zjednoczenie z Jezusem Chrystusem i z innymi członkami Kościoła katolickiego jest nadprzyrodzonym uczestnictwem w życiu Bożym, wspólnotą dóbr nadprzyrodzonych. Misją Kościoła katolickiego jest prowadzanie wszystkich ludzi na drogę nawrócenia i wspólnoty z Bogiem. Zakładać, że każdy człowiek, z samego tylko powodu, że jest człowiekiem – już został odkupiony, bez świadomości ze swej strony,  bez łaski i bez Kościoła katolickiego, oznacza zanegowanie powodu istnienia samego Kościoła. Oznaczałoby to dla Kościoła samobójstwo.

 

 

Ortodoksyjna doktryna Kościoła

 

 

Wcielenie, tzn. połączenie z Boską naturą indywidualnej natury ludzkiej w jedynej Osobie Słowa, nie oznacza automatycznie łączności każdej ludzkiej natury z tą Boską naturą. Żaden człowiek nie jest odkupiony jedynie poprzez samo tylko biologiczne pochodzenie. Poniżeniu i upokorzeniu Syna Bożego w ciele powinno odpowiadać dobrowolne wznoszenie się każdego człowieka do Boga, poprzez naśladowanie Chrystusa. Wcielenie było jedynie początkiem procesu [życia i śmierci Jezusa Chrystusa], który pozwala każdemu człowiekowi poprzez świadomą uległość łasce ubóstwić się poprzez udział w chrzcie, podejmując swój własny krzyż i naśladując Chrystusa. Kościół katolicki jest wspólnotą ludzi ochrzczonych. Składa on codziennie ofiarę Eucharystyczną, poprzez którą każdy ochrzczony wzrasta w jedności z Chrystusem i karmi się Jego Ciałem i Krwią, by co dzień leczyć konsekwencje grzechu pierworodnego. Taka była katolicka Wiara aż do momentu, w którym Paweł VI stwierdził, że Novus Ordo Missae to „celebracja Pana  albo Msza, jest świętym zgromadzeniem albo spotkaniem Ludu Bożego pod przewodnictwem kapłana w celu celebrowania pamiątki Pana”. Msza II Soboru Watykańskiego wedle Wprowadzenia Ogólnego § 7 (pierwsza wersja) nie odnawia Ofiary Pańskiej, ale ogranicza się celebrowania jej pamiątki. Czy miało to podkreślić bezużyteczność odnawiania Ofiary Pańskiej wobec faktu powszechnego zbawienia, które już się dokonało?

 

 

Od złej teologii do nowego ekumenizmu

 

 

„Nowa teologia” Jana Pawła II wyznaczyła kierunek jego politycznego zaangażowania w świecie współczesnym. Jedność rodzaju ludzkiego może być osiągnięta już nie jedynie poprzez Kościół katolicki, Mistyczne Ciało Chrystusa, ponieważ istnieje większa, naturalna jedność: jedność rodzaju ludzkiego, w którym istnieją semina Verbi [ziarna Słowa], zapładniające wszystkie religie i czyniące je ważnymi narzędziami zbawienia. Redemptor hominis w § 12 przypomina, że:

 

W tej jedności zbliżamy się do całego wspaniałego dziedzictwa ducha ludzkiego, które wypowiedziało się we wszystkich religiach, jak o tym mówi Deklaracja Soboru Watykańskiego II”.

 

Chrzest nie jest już więc warunkiem koniecznym dla usunięcia skazy grzechu pierworodnego, ponieważ Jezus Chrystus dokonał odkupienia każdego człowieka a priori, już od samego jego poczęcia w łonie matki. Taki jest właśnie fundament „wiary” w dialog, dzięki któremu który wszyscy chrześcijanie – a nawet tzw. anonimowi chrześcijanie – uznają się i szanują, a wszyscy są zbawieni. Ta zagmatwana, uniwersalistyczna mrzonka przywodzi na myśl Wieżę Babel. To właśnie jest aggiornamento czy też uwspółcześnienie Kościoła, „odnowionego” przez humanitarną filantropię, wspólnie z iluminizmem, masonerią, Ligą Narodów Wilsona i ONZ. To duch epoki. Aby się odnowić i uwspółcześnić, Kościół katolicki powrócił do przeszłości, przeszłości najgorszej i najbardziej anachronicznej.

 

Dalmaticus

 

Za The Angelus sierpień 2004 tłumaczył Tomasz Maszczyk

Św. Paweł przestrzegł:

Ale gdybyśmy nawet my lub anioł z nieba głosił wam Ewangelię różną od tej, którą wam głosiliśmy - niech będzie przeklęty! Już to przedtem powiedzieliśmy, a teraz jeszcze mówię: Gdyby wam kto głosił Ewangelię różną od tej, którą [od nas] otrzymaliście - niech będzie przeklęty!

 

 

powrót



[1] Za La Religione Christiana, wydawanej przez Oskara Simmela; Encyklopedia Feltrinelli Fisher (1962) pod hasłem „Uomo”, s. 377.

[2] Ben Zion Bokser, Il Giudaismo, Il Mulino 1969, ss.167-168.

[3] Ibid. s. 233.

[4] Ibid. s. XV.

[5] Gaudium et spes, § 24. W encyklice tej papież podaje autentyczną wykładnię soborowej deklaracji.

[6] Paolo Pasqualucci, Politica e Religione, Rzym 2001, s. 59. Patrz też Romano Amerio, Iota Unum, Neapol 1987, ss. 205-207.